czwartek, 31 października 2013

Rozdział 2

Leciałam może z trzy godziny,przez całą drogę słuchałam muzykę i zastanawiałam się jak będzie wyglądać sytuacja w nowej szkole. Ja osobiście wolałam i wole zostać w Paryżu i żyć tam po swojemu. Wyszłam z założenia ,że będę robiła swoje i trzymała się z boku.
Miałam zamiar chodzić,na lekcje i od razu wracać do pokoju,nie uczęszczać na imprezy ,w skrócie-być niewidzialną. Był tylko jeden problem-lekcje śpiewu,gry i tańca. Nie chciałam wracać do wspomnień związanych z tym wszystkim,od wieków nie usiadłam do klawiszów i nie miałam zamiaru zmienić zdania. Niestety nie miałam większego wyboru. Rozmyślałam nad tym,ale z dumania wybudził mnie damski głos.
-Uwaga,za chwilę lądujemy,proszę o zapięcie pasów i wyłączenie wszystkich urządzeń elektrycznych.-Rozległ się dźwięk z małego głośnika tuż nad moją głową. Zapięłam pas i wyłączyłam mojego i-phone.Po 15 minutach wylądowaliśmy na Londyńskich lotnisku, Szybkich ruchem odpięłam pas i ruszyłam w stronę wyjścia. Przekraczając próg samolotu poczułam na sobie Londyńskie powietrze. Mimo ,że nie chciałam tu przyjeżdżać miasto było piękne. Podeszłam do taśmy lotniskowej i zdjęłam z niej swoje bagaże,których było strasznie dużo. Znalazłam pierwszy lepszy wózek bagażowy i zapakowałam na nim walizki i torby. Ciągnąc za sobą sprzęt wyszłam z lotniska. Na parkingu było dużo żółtych taksówek,skierowałam się do jednej z najbliższych i spakowałam walizki do bagażnika. Szybkim krokiem weszłam do pojazdu i usiadłam na miejscu pasażera.
-Szkoła muzyczna i akademik im.Despera Voleya ,proszę.-Powiedziałam do taksówkarza w średnim wieku. Pokiwał zrozumiale głową i ruszyliśmy. Założyłam słuchawki na uszy i odpaliłam muzykę na i-phone. Przez całą drogę wgapiałam się w okno. Mimo wszystko Londyn jest piękny.
Po 15 minutach zatrzymaliśmy się przy dużym,starym a za razem pięknym budynkiem z metalowym ogrodzeniem. Na zewnątrz ziemia była pokryta zieloną trawą,gdzie nie gdzie była postawiona drewniana ławeczka . Na wschód od budynku były różnorodne boiska sportowe. Szczerze mówiąc bardzo mi się tu podobało,ale i tak nie chciałam być w tym miejscu.
Wyszłam z samochodu i skierowałam się w stronę bagażnika. Wyjęłam z niego walizki,zapłaciłam kierowcy i żółta taksówka zniknęła za zakrętem. Próbowałam wejść na teren szkoły ale miałam za dużo bagaży i brama była zamknięta. Stałam jak ostatnia sierota z bagażami po pachy i czekałam. Po około 5 min. brama w końcu się otworzyła. Przede mną stała 40 letnia niska,zgrabna kobieta z blond włosami związanymi w ciasnego koka. Ubrana była elegancko w białą bluzkę z falbanką i czarną ołówkową spódnice za kolano,całość dopełniały zwykłe,czarne szpilki.
-Ty musisz być Clary Bolt.-odezwała się do mnie patrząc z serdecznością,albo była bardzo dobrą aktorką.-Stefanie Fox dyrektorka szkoły.-podeszła do mnie i wyciągnęła rękę w moją stronę. Chwyciłam ją delikatnie i potrząsnęłam.
-Zostaw te walizki konserwatorzy zaniosą je do Twojego pokoju.-powiedziała uśmiechając się do mnie przyjaźnie.-Oprowadzę Cię po szkole.-dodała po czym wskazała ręką że mam iść za nią. Weszłyśmy przez metalową bramę i jeśli się nie mylę kierowałyśmy się do głównego wejścia. Cały budynek zbudowany był z jasnej cegły,ale drzwi i okna były z nowoczesnego szkła. Drzwi od głównego wejścia rozsunęły się samej a na mojej twarzy pojawiła się mina zmieszania. Kobieta obok mnie zaśmiała się cicho po czym wskazała ,że mam wejść do środka. Nie pewnym krokiem weszłam do środka,tego się nie spodziewałam. Myślałam że wystrój w środku będzie stary i tradycyjny,tak jak na zewnątrz,lecz ku mojemu wielkiemu zdziwieniu był bardzo nowoczesny. W środku panowała przyjemna atmosfera ,ściany były w kolorze beżowym a drewniane podłogi były bardzo zadbane. Przede mną ciągnął się długi korytarz,na prawo były schody a na ścianie wisiał herb szkoły,przy ścianie stał czarny fortepian. Na lewo były kolejne schody a na ścianie pozawieszane różne instrumenty ,certyfikaty i dyplomy.
-To jest część w której odbywają się lekcje,szkoła jest bardzo zadbana a uczniowie nie dewastują jej mienia,mam nadzieje że ty też.-spojrzała na mnie pytająco. Pokiwałam głową na tak a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.-Na ścianach przy schodach masz napisane jakie numery sal znajdują się na następujących piętrach,sale muzyczne i taneczne oznaczone są małą gwiazdką w lewym dolnym rogu.-dodała po chwili i zerknęła na mnie ukradkiem.-Na lewo jest stołówka,na prawo biblioteka,akademik nie znajduje się w tym samym budynku ,ale jest to nie daleko.-rozejrzałam się jeszcze raz i pokiwałam głową dając jej znak by kontynuowała.-Nie za dużo mówisz co?-spytała zaciekawiona.-Mam nadzieję że śpiewasz lepiej niż prowadzisz dialog.-przełknęłam ślinę. Czy na każdym kroku wszyscy muszą mi przypominać o jednym i tym samym? Widocznie tak.
-Możemy iść do akademiku?-spytałam nie pewnie.-Jestem zmęczona po podróży.-dodałam ,by dać jej do zrozumienia że chcę spokoju.
-Pewnie.-powiedziała kobieta i ruszyła długim korytarzem,ruszyłam za nią. W lewo,w prawo schodami w górę i znowu w lewo. Znalazłyśmy się przed przeszklonymi drzwiami a one się rozsunęły. Znalazłyśmy się z powrotem na podwórku,jakieś 5 metrów dalej widziałam następny budynek-akademik.
Znalazłyśmy się przed budynkiem ,szklane drzwi się rozsunęły i weszłam do środka. Wystrój łudząco przypominał ten w budynku szkolnym. Dyrektorka ruszyła w stronę schodów,poszłam za nią. Pierwsze piętro,drugie to było moje.
-Idziesz prosto,drzwi nr. 69.-odezwała się i wsadziła mi w rękę kluczyki. Hmm wyjątkowo obiecujący numer normalnie nie mogę się doczekać,wyczuwacie ten sarkazm. Szłam przed siebie 65,66,67,68 i 69. Zatrzymałam się przed drewnianymi drzwiami z złotym numerem.Chciałam sprawdzić czy są otwarte,o dziwo drzwi otworzyły się bez najmniejszego oporu. Nieśmiałym krokiem wsunęłam się do środka,ku moim oczom ukazał się salon,skórzana biała kanapa,mały stolik w prawym rogu pokoju czarny fortepian,gitary pozawieszane na ścianach,a przed kanapą telewizor plazmowy. Zdziwiłam się,liczyłam na jakieś małe zadupie,jeden pokój dwa łóżka. Jedyne co opisywało to pomieszczenie to "wow". Na prawej ściany były dwie pary drzwi. Otworzyłam pierwsze drzwi-łazienka,bardzo ładna łazienka. Wycofałam się i stałam przed drugimi drzwiami. Zastanawiałam się kim będzie mój współlokator. Nieśmiało pociągnęłam za klamkę. Spory pokój dwa łóżka,dwa biurka,wielka szafa i jakiś chłopak trzymający moją bieliznę w ręku stojący do mnie tyłem. Momentalnie mną wstrząsnęło co on tu robił ,jedyne co wiedziałam to brązowe loki.
-Co robisz w moim pokoju?-spytałam się niepewnie,a chłopak obrócił się w moim kierunku. Był przystojny zielone oczy i piękne dołeczki,ale nadal stało przede mną jedno pytanie. Chłopak pewnie podszedł do mnie i uśmiechnął się szeroko.
-W naszym pokoju kochanie.-wyszeptał mi do ucha. On znajdował się zdecydowanie za blisko. Cofnęłam się o krok. Ale chwila jak to w NASZYM ? Co to miało znaczyć? Czy to jakiś chory żart?
**********
Heej oto i kolejny rozdział ;**
Jeśli chce cię  następny proszę o 2 kom. ;3
Do zobaczenia!

środa, 30 października 2013

Chapter One

Moje życie jest bez sensu. Śmierć matki,agresywność ojca,zamieszkanie u cioci,a teraz to.... A więc moi kochani opiekunowie wymyślili sobie że mam iść do szkoły muzycznej mojego wójka w Londynie... Czemu się nie ciesze? Dobre pytanie... Po pierwsze skończyłam z muzyką i nie miałam zamiaru do niej wracać,po drugie prywatna szkoła dla dzieci zasranych bogaczów i nadętych pustych lalek,a po trzecie ogólnie nie lubiłam towarzystwa,a myśl o tym że miałam dzielić pokuj z niewiadomo kim zniechęcał już na starcie. Ale nie,już wszystko postanowione,no bo przecierz kto liczył by się z moim zdaniem? Nikt.Miałam opuścić Paryż i pojechać do Londynu,zupełnie zmienić swoje życie i poglądy,o nie,chciałam żeby wyglądało to zupełnie inaczej. Po przeprowadzce chciałam żyć w swoim świecie czytać,słuchać muzyki i być sobą,nie bać się o lepsze jutro. Za tydzień wyjeżdżam  niewiem czy sobie poradzę nie wiem czy znów zagram na pianinie,czy zaśpiewam.                             ***********************************************************                                                                         Tydzień później:                                                                                                                                  Walizki spakowane,wszystko gotowe,cóż to w drogę. Zeszłam z bagarzami z drewnianych schodów i popędziłam do kuchni. Dziś jeśli chodzi o ubranie postawiłam na wygodę. Zalożyłam kremowy sweterek , wzorzyste legginsy a włosy związałam w luźnego koka. Gdy weszłam do nowoczesnej kuchni zastałam ciocię Danielle robiącą naleśnik,gdy usłyszała moje kroki mimowolnie się odwróciła.            -Hej skarbie.-powiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy.                                                    -Taa.-wydukałam cicho niezadowolona z decyzji jej i wujka. Położyłam sobie dwa naleśniki na talerz i polałam je bitą śmietaną,zasiadłam do drewnianego stołu.         -Clary dobrze wiesz że robimy to dla twojego dobra,ta szkoła,akademik,wszystko to naprawdę świetne miejsc.-powiedziała ciocia poraz setny wciskając mi jakiś tani kit.-Zobaczysz że kiedyś nam za to podziękujesz.-dodała po chwili .                                -Coś jeszcze?-spytałam z ironią w głosie. Byłam okropna,ale nie chciałam tam jechać,tak cholernie nie chciałam powracać do tych wszystkich wspomnień związanych z muzyką,mamą i ojcem.                                                                                             -Za pół godziny się zbieramy bądź gotowa.-wysyczała starając się zrobić to jak najmilej. A wiecie co jest najśmieszniejsze? Teraz jestem taka, wśród ludzi których znam,rozgryzłam ich i wykorzystuje swoją sytuacje,rozumieją moje zachowanie. W rzeczywistości jestem strasznie nieśmiała i odcięta,samotna-taka będe w tym durnym Londynie. Zjadłam naleśniki-zostało 15 min. do wyjścia. Wyjełam z torby mojego białego i-phone i zarzuciłam słuchawki na uszy,włączyłam pierwszą,lepszą piosenke i wsłuchałam się w jej dźwięki. Słuchałam muzyke,ale od śmierci mamy nie śpiewałam, lub nawet nuciłam. To dziwne ale słuchanie muzyki nie przupomina mi mamy,to mnie nie boli. Muzyka w takim wykonaniu jest 7 cudem świata. Nim się obejrzałam była 12:30-godzina odjazdu. Wstałam z barowego stołka i wyszłam z kuchni. Skierowałam się do przedpokoju gdzie ciocia już szykowała się do wyjścia,a moje bagarze opierały się o kremową ściane. Wsunełam na nogi czarne Vansy i zarzuciłam na siebie płaszczyk. Między mną a ciocią Danielle panowała zupełna cisza,skierowałam się w stronę walizek. Na ramie zarzuciłam torbę z laptopem i podręczną torebkę w każdą z rąk chwyciłam po walizce. Ciocia wzięła następne dwie  i jeszcze trzy torby. Wujka dzisiaj nie było pojechał do biura. . Jakimś cudem wyczołgałyśmy się z domu,ciocia zakluczyła drzwi i ruszyłyśmy w kierunku czarnego Range Rovera. Wrzuciłyśmy bagaże do bagarznika i ruszyłyśmy.O 13:30 miałam samolot więc nie musiałyśmy się śpieszyć. Nasunełam na uszy słuchawki i zasnęłam przy dźwiękach muzyki.                                                                                                 -Clary jesteśmy na lotnisku!-z błogiego snu wyrwała mnie ciocia Danielle szturchając mną na lewo i prawo. Wyszłam z pojazdu i skierowałaim się w stronę bagarznika,wyciągnełyśmy walizki i wspólnymi siłami wrzuciłyśmy je na taśmę lotniskową. Mój samolot wylatywał za 15 min. i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego jak będe tęsknić za ciocią i wójkiem. Ciocia przytuliła sie do mnie mocno i czule,odwzajemniłam uścisk i z kącika mojego oka spłynęła pojedyncza łza.               -Będe za tobą tęsknić.-odezwała się ciocia.                                                                               -Ja za tobą też ciociu.-odpowiedziałam jej szczerze i przytuliłam ją poraz ostatni. Ruszyłam w swoją stronę,weszłam do wielkiego samolotu z kierunkiem Londyn i usiadłam na pierwszym wolnym miekscu jakim znalazłam,załorzyłam słuchawki na uszy.Nieszczęsny londynie przybywam!                                                                                       *************************************************                                                                                            Witam na pierwszym rozdziele ;3 Sorry za błedy ale pisałam na telefonie. Licze na komentarze. Do zobaczenia ;***

Bohaterowie

PROLOG


Clary Bolt- 16-latka, amerykanka,ofiara przemocy ze strony ojca (matka nie żyje).
Przeprowadza się do ciotki Danielle mieszkającą wraz ze swoim mężem Desperem.
Dziewczyna jest załamana,przestraszona i nikomu nie ufa. Dasper jest właścicielem prestiżowej szkoły muzycznej w Londynie. Nastolatka w młodości  grała na pianinie i śpiewała,jednak po śmierci matki skończyła z pasją (12 rok życia). Danielle wraz z mężem zapisują dziewczynę do szkoły Daspera z akademikiem mając nadzieje,że dziewczyna odnowi pasję. Carly nie jest zadowolona z tej decyzji ,ale oni nie ustępują,przed nią kłania się zupełnie nowe środowisko. Nie chcę być towarzyska,ma zamiar trzymać się z boku,chodzić na lekcję i tyle. 

*****
BOHATEROWIE:
 (główni)

Clary Bolt

Harry Styles


*****
To by było na tyle,I rozdział pojawi się w najbliższym czasie 
Do zoba :***

 

Powitanie (sprawy organizacyjne)

Witam Was na moim drugim z kolei blogu ( http://fanfiction-harry-styles-dangerous-pl.blogspot.com/)
Fanfiction nie jest tłumaczeniem ,całość wykonana jest przeze mnie.
W całości występuje również reszta One direction ,ale nie są oni sławni (Harry też).
Za chwilę pojawią się bohaterowie i prolog.
Do zobaczenia! ;3